Wiersze z niebieskiego zeszytu

Listopad 12, 2009

Robocik

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 8:16 pm

Mechaniczny robocik się cieszy

że jego duszę

wyceniono

według tak dobrego przelicznika

srebrników do euro

Mechaniczny robocik

z radością wykonuje

każdy rozkaz swoich Panów

Tylko czasami

gdy poluzuje się śrubka

blokująca sumienie

mechaniczny robocik

cichutko zatęskni

za utraconym człowieczeństwem

Okazja

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 8:13 pm

Powiedz miła, skąd ta okazja
Twoje ramiona dziś bardziej odkryte
Usta pomalowane czerwienią pokusy
Oczy obiecujące noc bezsenną
Pełną niespokoju zachłannością
Skąd suknia, której krój
Tak niewiele dla wyobraźni zostawia
Wprost mówiąc, na czyjej mapie ciała
Błądzić będę, zapamiętale gubiąc drogę
By móc, na nowo ją odnajdywać

Powiedz miła, dziś jest ten dzień
W którym po nowemu odkryję Ciebie?
Bo przecież od wczoraj minęło tak wiele czasu…

Wrzesień 24, 2009

Genezis II

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 6:15 pm

Ósmego dnia poznałem grunt

Gdy spod nóg zacząłem go tracić

Mimo, że pod sobą nie kopałem

Momentalnie wpadłem w dołek

Próbowałem się wydostać

Jednak depresja nie chciała mnie opuścić

Gęsi nie było w  pobliżu

A odkryłem gęsią skórkę

A raczej to ona mnie odkryła

Gdy poczuła temperaturę

Zdecydowanie za zimną

Dziewiątego dnia dostrzegłem wrota

Postać przed nimi wymachiwała mieczem

Ze swoista nonszalancją

Wiedziony ciekawością postanowiłem zaryzykować

Świst miecza nad moją głową trwał tyle

Co mrugnięcie oka

A raczej trwałby tyle, gdybym zdążył mrugnąć…

Przynajmniej zaoszczędziłem na fryzjerze

Wolałem się jednak oddalić, by nie zaoszczędzić na czym innym

Co było niebezpiecznie blisko ostrza

Spojrzenie strażnika wrót również nie zachęcało

Do dalszego przebywania w jego obecności

Z dziesiątego dnia pamiętam niewiele

Na pustyni

moich wspomnień z tamtego okresu

Rzadko pojawiały się

Niewyraźne oazy

Tak odkryłem fatamorganę

Dzień jedenasty również w mojej pamięci

Nie zaznaczył się niczym szczególnym

Poza tym, że poznałem istotę, która

Zdawała się być podobna do mnie

Urzeczony nagą prawda

Wpatrywałem się w jej oczy

Energiczne uderzenie w policzek

Przekonało mnie

Że oczy u tej osoby

Znajdowały się znacznie wyżej

Piekło!

Tak poznałem piekło…

I kobietę

Chociaż nie chciało opuścić mnie wrażenie

Że już skądś się znamy

Kobieta również nie chciała mnie opuścić

Syknęła tylko coś w stylu : “Na dobre i złe”

Miałem nadzieję, że dotrzyma słowa

i zacząłem czekać

Na to “dobre”

Ponieważ nie śpieszyło się z odwiedzinami

Pozostało mi jedynie pogodzić się ze swoim losem

On jednak nie chciał pogodzić się ze mną

Parking

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 5:58 pm

Nikt już się nie bawi

Na podwórku…

W piaskownicy…

Nie słychać

skrzypienia huśtawki

dawno rozebranej

Dzieci

które stawiały

babki z piasku

Od dawna są dorosłe

Plac zabaw również

musi być inny

By mogły zaparkować

Swoje zabawki

Lipiec 14, 2009

Myśliwy

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 6:19 pm

Pomyślał

że powie nie

zbuntuje sie

przeciwko

niezrozumieniu przez świat

ten…a co gorsza tamten

Potupie nóżkami

Na dziejowa niesprawiedliwość

Na upatrzoną gwiazdke z nieba

która jak na złość

Ani myśli spadać

Pobrudzi swoje serce wyborami

Między złą decyzją, a fatalną w skutkach

Zdobedzie blizny w wojnie, która wypowie

odwiecznym dogmatom

Pomyślał…

cała jego misternie zaplanowana przyszłość

Przepadła

W jej jednym pocałunku

PKP

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 6:11 pm

Stojąc na peronie, zongluje ciężarem swojego ciała

Z jednej nogi na drugą

niecierpliwie wypatrując

upragnionego hałasu

Nieufnie zerkam na współoczekujących

Stłoczonych w strategicznie przez siebie wybranych miejscach

Nerwowy gwar, przerwany megafonem…

sekunda ciszy…

tym razem nie zapowiadają opóźnionego

Analizy nieprawdopodobienstwa

Drzwi zatrzymujących sie tuz przed nosem

Wagon w kolorze kremowym

Początkowo nie zamierza ugościc podróznych

Schronienie zapewnia, przestronny przedział rowerowy

Genezis I

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 5:58 pm

tym razem trochę nie wierszowo- takie mini,a nawet mikro-  opowiadanie

I

Na początku była ciemność

Pierwszego dnia otworzyłem oczy

Oślepił mnie nieznośny blask

Z grymasem na twarzy zamknąłem je z powrotem

II

Drugiego dnia już przywykłem do światła

Nadal nieznośnego

Wdepnąłem w kałużę – więc poznałem różnice

między woda , a niebem…gdy sie w to drugie wpatrywałem

III ( i nawet IV)

Trzeciego dnia tez wdepnąłem..dla odmiany w pokrzywy

Grymas na twarzy znów się pojawił

Z bólu zemdlałem, obudziłem sie czwartego dnia

A raczej o świcie, bo nad głową zobaczyłem   gwiazdy

Zacząłem je liczyć, po dwunastej znużony zasnąłem

V

Piątego dnia przestalem nosic wysoko głowę, od kiedy pterodaktyl

uznał mnie za brakujące ogniwo…do swojego śniadania

Zacząłem omijac też wodę, od kiedy piranie uznały

że jestem apetycznym kąskiem

VI

Szóstego dnia wolałem już być jak najdalej

od zaprzyjaźnionego tygrysa

Zbyt znacząco zaczął sie oblizywac na mój widok

VII

Siódmego dnia postanowiłem odpocząć

Tylko, że w międzyczasie stworzylem własnych bogów

na swój obraz i podobieństwo

Stwierdzili, że za bardzo narzekam

Więc mnie wygonili

Z mojego raju

***

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 5:41 pm

Ostatnia miejska latarnia zgasła

zawstydzona urodą kobiety

której mroźne serce

grzeje sie w ramionach

setnego dzisiaj kochanka

Na twarzy rozkoszy maska

głosne jęki i szybki oddech

by zagłuszyć najcichsze mysli

najskrytsze pragnienia

O sens…

Poki co bezgłośnie odmierza

między jednym uniesieniem a drugim

chwile do końca spotkania

By mogła podliczyć

dzisiejszy utarg z pożądania

Kaganiec

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 5:34 pm

Zrób to!

Załóż kaganiec ciemności

Na swoją wyobraźnię

Zawiąż przyszłość w węzeł gordyjski

I wyrzuć

zardzewiały miecz odwagi

No dalej!

Zaduś w  zarodku marzenia

konformizem czynów

A rada

Samozwanczych mędrców

nagrodzi Cię

wieczysnym znużeniem

Świstak

Zaszufladkowany do: Uncategorized — dzokero @ 5:31 pm

Noc taka sama jak zawsze

Mysli podobne

Gesty identyczne

My tacy jak wczoraj

Dzisiaj przypominajace poprzednie dni

Nawet świstak

chichocze tak samo jak zawsze

Starsze wpisy »

Blog na WordPress.com.